Tomasz Podgajniak

"Dylematy Kasandry"

Słowo o rozwoju i potrzebie dialogu

Nasze głodne sukcesu ekonomicznego społeczeństwo oczekuje zmian. Szczególnie pożądane i oczekiwane wydają się być zwłaszcza te wizje, koncepcje, czy programy rozwoju, które prowadzić mają do poprawy jakości życia dzięki intensyfikacji działalności gospodarczej, tworzeniu nowych miejsc pracy, poprawie jakości i dostępności usług publicznych, czy wreszcie zwiększania konsumpcji indywidualnej i zbiorowej. Znamienne jest przy tym, że zagadnienia ochrony środowiska nie stanowią już, jak się wydaje bezwzględnego priorytetu dla polskiej opinii publicznej, ustępując pola kwestiom szeroko pojętego bezpieczeństwa (socjalnego, pracowniczego, zdrowotnego).

Jednocześnie przed naszym krajem stanęła unikalna i zapewne niepowtarzalna historyczna szansa, jeżeli nie zniwelowania, to co najmniej znaczącego nadrobienia dystansu, jaki w poziomie życia, stanie infrastruktury technicznej, wydajności pracy i poziomie konsumpcji dzieli nas od krajów Europy Zachodniej, do których tak wielu naszych rodaków wyjeżdża w poszukiwaniu lepszego i godniejszego życia, pozbawionego trosk materialnych i codziennych uciążliwości. Czy rzeczywiście znajdą tam dla siebie przysłowiową ziemię obiecaną, czy jest to tylko miraż, za którym kryje się gorzki los emigranta czas pokaże, ale nie to jest przedmiotem moich dywagacji.

Dzięki ogromnym środkom - ponad 60 mld euro w okresie najbliższych 7 lat - jakie do naszej dyspozycji postawiła Unia Europejska w ramach Funduszu Spójności, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i kliku innych funduszy strukturalnych, Polska może przygotować i zrealizować ambitny program modernizacji znaczącej liczby dziedzin życia gospodarczego oraz infrastruktury technicznej, w tym zwłaszcza transportu. Z przygotowanych i opublikowanych dotychczas strategii i dokumentów programowych w tym zakresie wyłania się już zarys wizji naszego kraju po zakończeniu tego procesu - kraju z siecią lepszych dróg i autostrad, ze sprawniejszą i bardziej niezawodną siecią przesyłania energii elektrycznej, efektywną infrastrukturą komunalną, w tym infrastrukturą ochrony środowiska, z trwałymi i bezpiecznymi miejscami pracy w innowacyjnych i konkurencyjnych przedsiębiorstwach. Intencją politycznych inicjatorów i autorów tej wizji jest uczynienie z Polski kraju, w którym chce się żyć i pracować, do którego chętnie przyjeżdżają inwestorzy, który po dekadach klęsk i tragedii narodowych wyszedł wreszcie na prostą i zajął poczesne miejsce w rodzinie państw o utrwalonej demokracji i dobrobycie.

Wizja ta wydaje się na pierwszy rzut oka atrakcyjna. Trudno się z takimi koncepcjami nie utożsamiać i większość społeczeństwa przyjmuje je z aprobatą, mając nadzieję na pozytywne efekty. Ja jednak daleki byłbym od hurraoptymizmu. Diabeł bowiem jak zwykle tkwi w szczegółach, i te szczegóły właśnie decydować będą, w jakim kraju będziemy żyli za lat 10, czy 15.